Polączyć Open-Source i Free Software

To jest tłumaczenie tekstu Merging "Open Source" and "Free Software" z Libervis.com


W związku z rozmywaniem się znaczenia terminu "Otwarte Oprogramowanie" w artykule tym sugeruje się, aby (nawiązując do terminu Wolne Oprogramowanie) nazwę "Open Source Initiative" zamienić na "Free Software Business Initiative" (niezależnie od tego, jak bardzo kontrowersyjna wydaje się ta propozycja).

Możemy wyróżnić trzy stanowiska, jakie zajmuje Microsoft wobec zjawiska "Otwartego Oprogramowania":

  • 1. Proces zmierzający do rzeczywistego zaakceptowania Wolnego lub Otwartego Oprogramowania.
  • 2. Udawana akceptacja połączona z próbami rozmycia znaczenia terminu oraz osłabienia wizerunku Otwartego Oprogramowania.
  • 3. Próby znalezienia sposobu na pokonanie go, połączone ze wzrastającym zrozumieniem, że ich kultura została pokonana.

Jestem przekonany, że to właśnie trzecie stanowisko jest najbardziej opłacalne (z perspektywy "Otwartego Oprogramowania"). Nie należy ufać Microsoftowi ani cieszyć się, kiedy wysyła on swoje licencje do OSI, otwiera stronę internetową "Otwartego Oprogramowania", czy też podpisuje umowy (sic) z firmami oferującymi "Otwarte Oprogramowanie". Na chwilę obecną jest zupełnie oczywiste czym są ich związane z patentami umowy — stanowią paliwo napędowe dla środowisk przeciwnych GNU/Linuksowi. Jest też całkiem jasne, że — dzięki GPLv3, oburzeniu społeczności oraz informacjom pojawiającym się w mediach, które ukazały, czym rzeczywiście są owe umowy i patenty — takie działania nie przyniosły wcale spodziewanych efektów.

Teraz chcą oni aby ich licencje "Shared Source" były zatwierdzone jako "Open Source", tak samo, jak chcieliby aby ich niemalże otwarty format XML został zatwierdzony jako otwarty standard (open standard), pomijając fakt, że OpenDocument jest właśnie standaryzowany. Biorąc pod uwagę ich wcześniejsze strategie ciężko jest nie być podejrzliwym. Jeżeli uda im się uzyskać zatwierdzenie choć kilku licencji Shared Source jako licencji Otwartego Oprogramowania, będą mogli twierdzić, że wspierają ruch Otwartego Oprogramowania, a jednocześnie będą mieli swobodę zupełnego zacierania granicy pomiędzy "Otwartym Oprogramowaniem" a "Shared Source" w odbiorze społecznym. Licencje Shared Source, które wysyłają oni do OSI mogą bardzo dobrze pasować do Definicji Otwartego Oprogramowania, która w rzeczywistości daje im niewielką podstawę dla twierdzenia, że Otwarte Oprogramowanie i Shared Source są tak naprawdę tym samym.

Jest jednak oczywiste, że nie są. Równie dobrze inne licencje Shared Source mogą być zbyt restrykcyjne aby zakwalifikować je jako Otwarte Oprogramowanie. Microsoft może jednak celowo odwracać uwagę od tego małego szczegółu, zwracając ją ku faktowi, że niektóre licencje Shared Source możemy uznać za Otwarte Oprogramowanie.

Mamy więc do czynienia z sytuacją, w której borykamy się nie tylko z problemem dotyczącym tego, że dużo programów jest udostępnianych jako Otwarte Oprogramowanie, a jednak nie pasują do jego definicji, ale również z procesem oddzielania tego terminu od jego pierwotnego znaczenia (przez łączenie go z Shared Source). "Open Source" staje się panienką na telefon dostępną dla każdego. Jeśli chcesz być trendy, wystarczy że przyczepisz sobie etykietkę Otwarte Oprogramowanie i gotowe. Co to tak naprawdę znaczy nie ma najmniejszego znaczenia.

Od Otwartego Oprogramowania…

Warto pamiętać, że głównym celem Inicjatywy Otwartego Oprogramowania było przyciągnięcie środowisk biznesowych. Zwolennicy Otwartego Oprogramowania uważali, że Free Software Foudation nie potrafi tego zrobić prawidłowo oraz, że termin "Wolne Oprogramowanie" i związane z nim zasady etyczne odstraszają środowiska biznesowe. Być może mieli nawet rację do pewnego momentu. Dziś nie trudno sobie wyobrazić firmy, które w celu zdobycia sympatii większej ilości klientów, będą się reklamowały jako postępujące zgodnie z pewnymi etycznymi zasadami. Twórcy Otwartego Oprogramowania, tacy jak np. Eric Raymond, przyjęli założenie, które może nie było do końca słuszne (o tym, że środowiska biznesowe zawsze będą uciekały od zagadnień etycznych). Przesadzili oni z odseparowaniem się od mówienia o "wolności" w duchu FSF. W efekcie mamy do czynienia z sytuacją, w której posługują się oni terminem przekazującym tylko część całego przesłania. Udało się im przyciągnąć środowiska biznesowe ale za cenę zafundowania sobie katastrofy w przyszłości.

I oto ta przyszłość staje się teraźniejszością. Otwarte Oprogramowanie staje teraz w obliczu ryzyka utracenia swojego znaczenia. Dzieje się tak dlatego, że jego zwolennikom nie udało się wytłumaczyć biznesmenom, że w Otwartym Oprogramowaniu nie chodzi tylko o lepsze programy i alternatywny model biznesowy, ale również o zmianę nastawienia społecznego, szacunek dla użytkowników i ich wolności wyboru. Microsoft i kilka innych firm doskonale wiedziały jak wykorzystać tę lukę i — tak jak już wspomniałem — doskonale się w niej zadomowiły.

Być może prawdą jest, że FSF nie udało się przyciągnąć środowisk biznesowych. W swoim skoncentrowaniu na przesłaniu o wolności zwolennicy Wolnego Oprogramowania mogli, być może zupełnie nieświadomie, zaniedbać informowania o tym, że wolność w rzeczywistości konstytuuje lepszy rynek, z wieloma atrakcyjnymi możliwościami biznesowymi.

Ale nawet jeśli jest to prawdą, nie wierzę po prostu w to, że Otwarte Oprogramowanie było optymalnym rozwiązaniem. Zamiast pojawienia się Otwartego Oprogramowania powinna zostać utworzona Free Software Business Initiative. Takie rozwiązanie pozostawiłoby w mocy nazwę Wolne Oprogramowanie i — przy jednoczesnym podkreślaniu znaczenia wolności — działałoby szczególnie na polu promowania biznesowych aspektów Wolnego Oprogramowania oraz tego, co znaczy wolność wyboru (z perspektywy użytkownika) dla świata biznesu. Przy takim rozwiązaniu nacisk kładziony byłby również na fakt, że Wolne Oprogramowanie gwarantuje prawdziwie Wolny Rynek. Nie ukrywano by ideologii wolności, a jedynie wskazywano by na przyjazną biznesowi twarz tej wolności.

Tym, co w zamian dostarczyło Otwarte Oprogramowanie była przyjazna biznesowi twarz jedynie praktycznych wyników uzyskanych dzięki tej wolności. Zupełnie ominięto przy tym kwestię wolności jako takiej i jej bezpośrednich implikacji dla środowisk biznesowych.

…do Wolnego Oprogramowania

W ciągu ostatnich lat Free Software Foundation stała się bardziej otwarta na świat biznesu, a jej znaczenie na tym polu zaczęło dorównywać Open Source Initiative. Teraz, kiedy termin Otwarte Oprogramowanie coraz bardziej się kompromituje, być może dobrym pomysłem byłoby stopniowe wycofanie go z użycia na rzecz oryginalnego terminu "Wolne Oprogramowanie". Znaczenie tego terminu może być z łatwością wyjaśnione dzięki dobrze już znanym sloganom, takim jak "wolne od wolności" ("free as in freedom") czy "free speech, not free beer", które pozwalają uniknąć problemów z wieloznacznością słowa "wolny". Zapisywanie tego terminu przy użyciu wielkich liter pozwala ponadto na odróżnienie go od "wolnego oprogramowania", które stosuje się do darmowego oprogramowania, takiego jak freeware. Można oczywiście ukuć nowy termin, ale mam poważne wątpliwości co do tego, czy jakikolwiek termin będzie miał wystarczającą wartość, aby zastąpić "Wolne Oprogramowanie", jeśli weźmiemy pod uwagę jego już całkiem długą historię (dłuższą nawet od "Otwartego Oprogramowania" oraz szeroko akceptowane sposoby jego definiowania (włączając w to wspomniane już slogany).

Open Source Initiative mogła by być przemianowana na "Free Software Business Initiative" i działać pod tą nazwą, ale przy jednoczesnym zrewidowaniu polityki akceptowania licencji jako licencji Wolnego Oprogramowania (tak aby bardziej pasowały do oryginalnej Definicji Wolnego Oprogramowania). Taki krok (obok wielu innych) z pewnością pokrzyżowałby plany Microsoftu dotyczące przejęcia i rozpowszechniania Otwartego Oprogramowania, ponieważ "Otwarte Oprogramowanie" nie miało by już dla nas znaczenia. Tym, co miałoby znaczenie byłoby "Wolne Oprogramowanie".

Jestem przekonany, że proces wycofywania się z użycia terminu Otwarte Oprogramowanie — pomimo tego, że subtelny — ma jednak miejsce. Być może pozytywnym tego objawem jest wybór słów dokonany przez szefów niektórych firm, takich jak Marka Shuttlewortha (Cannonical) oraz Jonathana Schwartza z Sun Microsystems, którzy już używają terminu "Wolne Oprogramowanie" i nawiązują do aspektu wolności częściej, niż byśmy się tego mogli wcześniej po nich spodziewać.

Wolność oprogramowania nie jest już niepożądaną własnością. Czy nie jesteśmy już zmęczeni zbędnymi ograniczeniami i wynikającymi z tego wpadkami firm produkujących oprogramowanie. Odzyskujemy kontrolę nad naszymi komputerami, nie dlatego, że tworzymy lepsze oprogramowanie (na czym zbytnio skupiają się zwolennicy Otwartego Oprogramowania), ale dlatego, że posiadamy wolność wyboru.

Pozdrawiam

Danijel Orsolic

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-NonCommercial 3.0 License