gOS

gOS: pobudka dla marketingu Wolnego Oprogramowania

Pomyśl o gOS ["Think gOS"; hasło reklamowe systemu - przyp. tłum.]. Może się okazać, że nie jest to wcale taki zły pomysł. Został nagłośniony do bólu, ale się sprzedaje. A sposób, w jaki wszedł na rynek, oraz jego sukces mogą być dobrą lekcją dla wszystkich nas, adwokatów Wolnego Oprogramowania oraz GNU/Linuksa!

Czym w ogóle jest gOS? Otóż jest to lekki system operacyjny bazujący na Ubuntu GNU/Linuksie. Jako graficzny interfejs użytkownika gOS wykorzystuje "wygładzonego" menedżera okien e17 i jest silnie zintegrowany z usługami oraz aplikacjami sieciowymi, w większości pochodzącymi od Google. Literka "g" najwidoczniej pochodzi od słowa "green" ["zielony" - przyp. tłum.], co ma pewien sens biorąc pod uwagę, że może działać na komputerach, które wymagają mało zasobów, co w gruncie rzeczy oznacza że oszczędzają energię, czyli są przyjazne środowisku.

gOS jest preinstalowany na komputerach gPC firmy Everex, które zostały wyprzedane w sklepach Wallmarta. Z powodu wykorzystanych komponentów komputery te nie należą do wydajnych maszyn, jednak jest to jak najbardziej zamierzone. gPC z systemem gOS nie miał być postrzegany jako wydajne centrum obliczeniowe. Ma być używany wyłącznie jako nakładka dla aplikacji znajdujących się w sieci. gPC jako taki jest ucieleśnieniem najnowszego trendu w Web 2.0 - jest to cienki klient dla sieci - miejsca, gdzie tak naprawdę wykonywane są wszystkie zadania, poczynając od pracy z oprogramowaniem biurowym, miejsca przechowywania danych do wszystkich innych czynności, które powszechnie wykonujemy wykorzystując internet - czyli właściwie rzecz biorąc większość rzeczy, które w dzisiejszych czasach robi się na komputerach. Komputer jest coraz bardziej postrzegany właśnie w ten sposób, jako okienko do internetu.

Jednak pojawia się tu problem, przynajmniej z punktu widzenia tych, którzy widząc ten trend dostrzegają też jakie nowe zagrożenia niesie on dla naszych podstawowych praw, z powodu których Ruch Wolnego Oprogramowania w ogóle istnieje. Kto udostępnia aplikacje, których w coraz większym stopniu używamy? Kto odpowiada za ich źródła oraz nasze prywatne dane, które przechodzą przez to oprogramowanie? Czy możemy ufać Google? Czy możemy zaufać jakiejkolwiek jednostce, która wie o naszych internetowych poczynaniach oraz trzyma nasze dane, jednostce, która jest prywatną, nastawioną na zysk i będącą pod wpływem akcjonariuszy publiczną firmą?

Komputer gPC z gOS sam w sobie może być bardzo fajnym pomysłem, jednak zachęca on, aby ludzie stawali się zależni od własnościowych aplikacji oraz przechowywali swoje dane w scentralizowany sposób. Nawet nie trzeba wspominać, że gOS zawiera w swojej instalacji własnościowe programy. Być może jest to świetna idea wykonana w zły sposób, przynajmniej jeżeli głębiej się zastanowić nad głębszymi i bardziej dalekosiężnymi konsekwencjami.

Biorąc to pod uwagę nie mogę jednak oprzeć się wrażeniu, że coś takiego mogłoby lub może być zrobione z podobnym lub nawet identycznym sukcesem bez wytwarzania takiego uzależnienia. Stworzenie komputera w stylu gPC, jak również przygotowanie systemu operacyjnego na bazie Ubuntu z lekkim menadżerem okien jak e17, nie jest trudne. Wszystkie te rzeczy są całkiem proste.

Problemy zaczynają się tam, gdzie sugeruję rozróżnienie. Zamiast integrować się ze scentralizowanymi, własnościowymi aplikacjami sieciowymi, jak choćby tymi serwowanymi przez Google, powinniśmy zaproponować integrację, która nie będzie powodowała takiego uwiązania. Niech więc na przykład zamiast Google Docs nasz wolny system integruje się z sieciowym pakietem biurowym, który jest w pełni wolnym oprogramowaniem i obsługuje standard Open Document.

Różnica w tym przykładzie jest taka sama jak różnica między Jabberem a ICQ, MSN oraz innymi własnościowymi komunikatorami sieciowymi. To wolne oprogramowanie, które może być używane przez kogokolwiek i jest całkowicie zdecentralizowane. Oto kierunek, w jaki powinniśmy podążać.

Ale jest jeszcze jedna sprawa, który odnosi się do głównego tematu tego artykułu. Możemy nauczyć się czegoś od gOS nie tylko w kwestii tego, czego nie należy robić ze względu na konsekwencje w dłuższej perspektywie czasu (przywiązanie do zawierających lub wskazujących na własnościowe oprogramowanie usług sieciowych), ale także jak odpowiednio wykorzystać marketing. Po prostu spójrz na stronę gOS. Przejrzysty, prosty, ale atrakcyjny wystrój ze spójną kolorystyką oraz przykuwającą uwagę marką - zachęcający do sprawdzenia czegoś nowego i frapującego - pobudzający twoją ciekawość. Co ci to przypomina? Tak, chodzi o Apple. Nie mam wątpliwości, że choć możemy oceniać Apple poprzez pryzmat ich własnościowego, zamkniętego charakteru działalności, to da się wiele się od nich nauczyć jeżeli chodzi o dobry marketing. Nie martw się, MOŻNA nauczyć się dobrego marketingu od Apple czy gOS bez skażenia swojego projektu cząstką ich zamkniętej natury.

I to jest główna teza, którą chcę postawić. Pośród najważniejszych spraw, gdzie Wolne Oprogramowanie niedomaga z punktu widzenia ludzi szukających możliwości jego wdrażania, jest skuteczny marketing. Nie ma nic niestosownego w reklamowaniu wolności. Kto powiedział, że tylko dlatego, że rozmawiamy o promocji pewnych etycznych wartości i wolności, automatycznie nie jest to coś, co możemy uczciwie i etycznie promować starym kapitalistycznym sposobem, jakim jest odpowiednia reklama? Dlaczego zawsze musi to być aktywizm?

Tam gdzie jest produkt, usługa, pomysł; nawet jeżeli mówimy o wolności, w świecie podatnym głównie na reklamę - jest to właśnie droga jaką należy podążać, aby ją przybliżyć użytkownikom, masom. Ta metoda jest oczywista. Czas przestać ją oceniać, a zacząć się uczyć jak z niej skorzystać!

Jeśli więc jesteś deweloperem, który bardzo chciałby jakoś pomóc w szerokim wypromowaniu Wolnego Oprogramowania, to zastanów się nad nowym projektem: gOS bez własnościowego oprogramowania oraz bez odniesień do scentralizowanych, własnościowych aplikacji. Och, oczywiście z inną nazwą - krótką, ciekawą, inspirującą oraz łatwą do zapamiętania. Pamiętaj żeby nie było to coś w stylu "gNewSense". Tak, naprawdę to powiedziałem.

Jeżeli zależy ci na tym, aby twój wolny program poznały rzesze użytkowników, pomyśl o tym, jak go zareklamować lub znajdź kogoś, kto potrafi to zrobić!

Dziękuję
Danijel Orsolic

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-NonCommercial 3.0 License