Gdzie jest Open Source

W naszym wcześniejszym artykule "Floss Fakty i Mity" ("Facts and Friction on Open Source and Free Software") wyjaśniliśmy skąd pochodzi nazwa otwarte oprogramowanie (Open Source) i jakie są jego związki z wolnym oprogramowaniem (Free Software) oraz Free Software Foundation. Jedną z tez tego artykułu było, że nazwa otwarte oprogramowanie kładzie zbytni nacisk na pewien aspekt definiujący wolne oprogramowanie (oryginalnie scharakteryzowany przez FSF), tak aby — pod nową nazwą — lepiej trafiało do przedstawicieli świata biznesu.

Oczywiście ze strony Free Software Foundation i sprzyjających jej środowisk pojawiło się wiele głosów krytycznych wobec nowej nazwy. Powodem było, nadal aktualne, przekonanie, że nie jest dobre aby nowa nazwa nie ukazywała tego, co czyni wolne oprogramowanie tym, czym jest - wolności, która jest jego nieodłączną cechą i jednocześnie jedynym powodem, dla którego powstał ruch wolnego oprogramowania.

Zaczyna się właśnie rok 2007, a więc mija już prawie dziesięć lat od kiedy ukuta została nazwa otwarte oprogramowanie. Warto w tym kontekście przeczytać apel Michaela Tiemanna, prezydenta OSI (Open Source Initiative), o bardzo trafnym tytule: "Will The Real Open Source CRM Please Stand Up?".

W tym tekście Michael Tiemann wyraża swoje obawy związane z nadużywaniem nazwy "Otwarte Oprogramowanie", którym jest wykorzystywanie jej w związku z produktami, które nie stosują się do Definicji Otwartego Oprogramowania (Open Source Definition) i zazwyczaj jedynie zezwalają na dostęp do kodu źródłowego.

Przez chwilę wydawało się, że zagadnienie to nie będzie stanowiło dla OSI poważnego problemu. Jednakże, wraz ze stałym rozpowszechnianiem się i rosnącą atrakcyjnością szumnej nazwy Otwarte Oprogramowanie, zaczęły pojawiać się kolejne problemy.

Michael Tiemann pisze:

Począwszy od około 2006, na pojęcie otwartego oprogramowania przypuszczono ataki z dwóch niespodziewanych kierunków. Pierwszym z nich były środowiska, które twierdziły, że mają dokładnie takie same prawa do określania tego, co ów termin oznacza, jak OSI. Drugim, środowiska, które utrzymywały, że ich licencje są tak na prawdę wierne definicji otwartego oprogramowania (OSD - Open Source Definition), zaś rada OSI nie jest na tyle spostrzegawcza (lub nawet bardziej dosadnie) aby ten fakt zauważyć.

Problemem jest to, że OSI nie zastrzegło tej nazwy prawnie. OSI może sobie jedynie przypisać zasługę pierwszeństwa wykorzystania tej nazwy, ale w widoczny sposób nie posiada żadnych prawnych podstaw, na mocy których mogłaby wymusić na innych prawidłowe stosowanie owej nazwy. Tak więc — z punku widzenia uregulowań prawnych — każdy ma prawo stosować tę nazwę zgodnie z własnym osądem, co częstokroć oznacza po prostu dosłowne jej rozumienie: jako kodu z otwartym źródłem (open source code). Znaczenie ogranicza się więc jedynie do dostępności kodu źródłowego, niczego więcej.

Tiemann jednakże, zauważa — porównując termin "otwarte oprogramowanie" z "Open Standards" — że dla poprawnego używania nazwy "otwarte oprogramowanie" nie są potrzebne żadne prawne regulacje a jedynie regulacje stosowane przez społeczności (podobnie jak to jest w przypadku "Open Standards"). Tiemann podkreśla, że pojęcie "Open Standards" "weszło do powszechnego użycia — i zaczęło być przyjmowane przez rządy — zanim jeszcze powstała definicja tego pojęcia". Co więcej, twierdzi on, że uczynienie z "otwartego oprogramowania" znaku firmowego zaowocowałoby jedynie utrudnieniami dla rządów, które chciałyby wprowadzać nowe regulacje prawne związane z "otwartym oprogramowaniem".

Nawet jeśli ta uwaga jest słuszna, nadal pozostaje pewien problem, który może okazać się trudny do rozwiązania dla OSI — mianowicie powszechne postrzeganie tego, jak należy rozumieć pojęcie otwartego oprogramowania. Czy w sytuacji kiedy jest ono wiązane ze spłyconym rozumieniem, jako jedynie oprogramowania z powszechnie dostępnym kodem źródłowym, OSI będzie w stanie kiedykolwiek zmienić takie postrzeganie, rozszerzając je (en masse) do rozumienia pełnego zestawu wartości, które definiują otwarte oprogramowanie? Co więcej, w jakim świetle stawia Open Source Initiative fakt, że jej zwolennicy ukuli termin, rezygnując z uwidocznienia pewnego zestawu wartości, na rzecz spodziewanego efektu uatrakcyjnienia tego terminu. To, co zostało zrobione, to celowe przedstawienie opinii publicznej jedynie fragmentu większego obrazu pokazującego, o co tak naprawdę chodzi w wolnym oprogramowaniu.

Innymi słowy, może być tak, że na chwilę obecną Open Source Initiative musi zmierzyć się z problemem, który jest nie do uniknięcia z powodu tego, czym jest Open Source Initiative. Chęć przyciągnięcia środowisk biznesowych do wolnego oprogramowania poprzez stworzenie pojęcia, które podkreśla jedynie część tego, czym w rzeczywistości jest wolne oprogramowanie zaowocowała jedynie przyciągnięciem owych środowisk do szumnej nazwy, nie zaś do pełnego zestawu wartości, które dopiero teraz próbuje się uwypuklić.

OSI jest dziś zmuszona do działań naśladujących Free Software Foundation, dokładnie wyjaśniając, o co tak na prawdę chodzi w wolnym oprogramowaniu i definiując ścisłe oraz krytyczne połączenie pomiędzy "wolnym" i "wolnością" — wolnym oprogramowaniem i definicją wolnego oprogramowania (Free Software Definition). W takiej sytuacji należałoby się zastanowić, jaki jest rzeczywisty cel Open Source Initiative. Czy nie stanie się ostatecznie tak, że OSI będzie robiło dokładnie to samo, co FSF robi już teraz?

Być może mamy tu do czynienia z kolejnym azylem (z nazwą, która coś znaczy, lub nie) dla tych, którzy z rzadka i ironicznie postrzegają siebie samych jako "apolitycznych" lub też nieco alergicznie reagują na Richarda Stallmana. Dla tych, którzy rozmyślnie starają się pozostać ignorantami wobec irytującej (sic) ich zdaniem dyskusji na temat wolności.

Chciałbym znaleźć jakieś inne powody uznania dla Open Source Initiative, ale ciężko mi się na to zdobyć. Nie jestem przekonany aby kiedykolwiek istniała potrzeba zaadaptowania wolnego oprogramowania na potrzeby środowisk biznesowych. Za to jestem przekonany, że taki krok stworzył jedynie podziały i komplikacje. Podczas gdy OSI stara się uporać z problemem upowszechnienia swojej licencji i wymuszeniem poprawnego wykorzystywania pojęcia otwartego oprogramowania, FSF zajęta jest przygotowywaniem wstępnej wersji licencji, która w rzeczywisty sposób poprawia obecność wolnego oprogramowania na rynku (wybijając się na tle mniej niż przyjaznych strategii Microsoftu), organizowaniem niezliczonych kampanii (anti-DRM, anti-Vista, na rzecz wolnego formatu plików etc.) i w końcu umacnianiem i zwiększaniem spójności ruchu na rzecz wolnego oprogramowania na świecie.

Tak więc, biorąc pod uwagę rozważane kwestie i działania aktualnie podejmowane przez OSI, rodzi się pewna wątpliwość. Czy po 10 latach rzeczywiście potrzebujemy otwartego oprogramowania, czy też po prostu możemy wrócić do rzeczywiście istotnych zagadnień, które powinny nas interesować, czyli do wolności oprogramowania?

Dziękuję

Danijel Orsolic

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-NonCommercial 3.0 License